Miało być o lakierze Madam Glam, ale niestety całego postu nie byłabym w stanie o nim napisać. Oczywiście zaraz wszystko wyjaśnię, chociaż osoby, które śledzą mój instagram już wiedzą co jest na rzeczy. Wspomnę jednak jeszcze o plusach tego zdobienia. Jest bardzo jesienne, delikatne i proste do wykonania. Dynie pochodzą ze sklepu ogrodniczego Cyprys w Gliwicach i są naprawdę przeurocze! Dzięki nim w moim pokoju zapanował jesienny klimat i brakuje już tylko żołędzi, których niestety nigdzie nie umiem znaleźć :(
Tak jak wspomniałam miało być o lakierze Madam Glam California Poppy, ale nie wiem, czy warto się o nim rozpisywać. Na stronie był to mocny pomarańcz, który zdecydowanie odstawał od neonowości. Nałożony na cały paznokieć, dawał tylko lekką transparentną poświatę. Dynie, które widzicie na paznokciach, to aż 4 warstwy, które oczywiście za każdym razem utwardzałam w lampie.
Nie wiem, czy to mi się trawiła jakaś felerna partia, czy może po prostu jest z nim coś nie tak, ale zdecydowanie nie polecam. Może nałożony na białą bazę, po dwóch warstwach dałby ładniejszy efekt, ale to już chyba nie te czasy, że potrzeba zużyć pół buteleczki, żeby coś było widoczne.
Wspomnę na koniec o lakierze CND, który zakupiłam jakiś czas temu na Aliexpress. Ładny, zgaszony kolor, troszkę w stylu vintage. Kryje po dwóch warstwach i na żywo jest troszkę bardziej 'żywy'. Bardzo mi się podoba i często używałam go do jesiennych zdobień, ponieważ pigmentacja jest naprawdę dobra. Jest dość gęsty, więc trzeba go nakładać cienką warstwą, bo lubi się marszczyć. Nie był za drogi, dlatego skusiłam się żeby przetestować. Mimo, że do złych nie należy, to chyba jednak wolę kupować lakiery z pewnych źródeł, bo wtedy jestem jakoś bardziej spokojna :)
![]() |
CND #014 |
![]() |
Lip art inspirowany dyniowym zdobieniem. |