Trochę tu ostatnio na blogu cicho, a to za sprawą ogromu nauki, który codziennie na mnie czeka oraz tej wstrętnej choroby. Jesienne wiatry i niskie temperatury dały mi się we znaki i nie miałam siły wstać z łóżka i zrobić nowej notki. No ale koniec tego narzekania. Dziś przygotowałam dla Was coś ekstra! Mam nadzieję, że podzielicie mój entuzjazm i z radością przywitacie wielką szóstkę :D
Jak już zauważyliście na zdjęciu jest to sześć Orlątek z serii color blast. Wszystkie pochodzą z najnowszej kolekcji DTLA, którą możecie znaleźć tutaj >klik<. Dostałam je już jakiś czas temu, jednak jak wcześniej wspomniałam, nie miałam czasu Wam o nich opowiedzieć. Jednak dziś przyszedł wreszcie na nie czas :)
Tematem przewodnim tej kolekcji jest muzyka, to by dać się porwać miejskiej fali beatu. Dzięki niej możemy zmienić szarą rzeczywistość w epicentrum dobrej zabawy! Jak widzicie kolorki napawają pozytywną energią i nie dadzą się nie lubić. Moim faworytem jest brudny, jasny błękit. Kryje pięknie po jednej warstwie i jest dość niespotykany. Jak dla mnie ideał <3
Jasny pomarańcz zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Nie spodziewałam się po nim za wiele, ponieważ wyglądał na bardzo jasny i co za tym idzie słabo kryjący. Jednak po pomalowaniu jest prześliczny. Jego największym plusem jest to, że wychodzi zjawiskowo na zdjęciach. Dłoń nabiera morelowego odcienia i bardzo podkreśla opaleniznę. Jak dla mnie bomba!
Najgorzej moim zdaniem wypadł granat. Najciemniejszy kolor, a najsłabiej kryje. Jako jedyny po dwóch warstwach trochę przebija. Myślałam, że zdjęcia go uratują jednak gdy zobaczyłam je na komputerze trochę się przeraziłam. Moje dłonie stały się jeszcze bledsze niż zwykle! :D Nie wiedziałam, że to możliwe. Muszę z nim trochę popracować i może wtedy znajdę na niego sposób. Myślę, że dobrym sposobem będzie pokombinowanie czegoś z białą bazą :)
Jeśli chodzi o róż i fiolet nie mam im nic do zarzucenia. Bardzo lubię takie kolorki, dlatego posiadam ich dużo w swojej kolekcji. Te oczywiście różnią się tym, że mają świetne krycie. Róż nada się idealnie dla maniaczek neonów, a fiolet dla mojej siostry, która uwielbia takie odcienie!
Na sam koniec kilka słów o glitterze. No po prostu magia!! Na pazurkach jest tylko jedna warstwa, a kryje tak pięknie! Jest to chyba pierwszy lakier z drobinkami jaki miałam, który ma tego tyle w sobie. No nawet nie umiem się wysłowić jak o nim piszę :D Naprawdę polecam wszystkim, którzy kochają kolor. Taki lakier zdarza się raz na milion!
Orly color blast #50127 Olivera Street
Orly color blast #50128 La Live
Orly color blast #50130 Fashion District
Orly color blast #50131 Union Station
Orly color blast #50132 Urban Style
Orly color blast #50129 Melting Pot
Jeśli mam ocenić całą kolekcję to jestem jak najbardziej za. Mimo, że lubię na co dzień nudziaki i pastele to te kolorki mają coś w sobie, coś co przyciąga wzrok. Największy plus oczywiście za lakier z kolorowymi drobinkami, który pięknie dopełnia pozostałe pięć.
Mam nadzieję, że moja recenzja Wam choć trochę pomoże w wyborze jakichś nowych kolorków do kolekcji oraz że taka ilość zdjęć w jakimś stopniu umiliła Wam ten zimny jesienny wieczór. Buziaki!